Spacerów po Berlinie ciąg dalszy. Tym razem stwierdziłyśmy z Amelią, że pojedziemy nieco dalej. Kuba był na jakiejś konferencji, więc miałyśmy trochę czasu dla siebie. (Brzmi to tak, jakbyśmy na co dzień nie miały czasu dla siebie czasu i były bardzo spragnione swojego towarzystwa, a przecież wiadomo, czyją twarz nasze dziecko ogląda najczęściej 🙂 ) Upał wcale nie był lżejszy, więc wybrałyśmy się tam, gdzie mogłyśmy liczyć na odrobinę cienia.

Berlin jest doprawdy świetnie skomunikowanym miastem i wszędzie tam, gdzie chcemy dotrzeć, dojazd jest znakomity. Podobnie wygląda sprawa z Charlottenburgiem – kolejnym celem naszej „podróży”. Przy Alexanderplatz wchodzimy zatem do metra linii U2 i wysiadamy na stacji Sophie-Charlotte-Platz. Dojazd zajmuje nam ok. 35 minut (myślałam, że potrwa dużo dłużej, bo i odległość jest spora), co w wagonie z klimatyzacją jest tylko i wyłącznie przyjemnością. Dopiero później zaczynają się schody i to dosłownie. Okazuje się, że na tej stacji metra nie ma ani windy, ani schodów ruchomych. Przejeżdżam w każdą stronę, szukając dokładnie – nie ma, po prostu nie ma. Te poszukiwania sprawiają natomiast, że wszyscy ludzie wychodzą z metra, do tego nie jest to jakaś oblegana stacja szczególnie w godzinach południowych, więc stwierdzam, że nie będę czekać, aż pojawi się jakiś człowiek do pomocy. Wniesienie wózka po stromych schodach to dla mnie nie nowina, choć przyznam szczerze, że akurat tam nie spodziewałam się tego. Z drugiej strony – co ja się dziwię, jeżeli pierwsze stacje na tej linii metra powstawały w 1913 roku 🙂 Nie było to jednak wydarzenie, który byłby w stanie zepsuć mi humor, potraktowałam je bardziej na zasadzie próby muskułów 🙂 Odkrywam kolejną zaletę regularnych ćwiczeń 🙂

Wychodzimy z podziemia, a ja czuję, że jestem głodna. Nauczona doświadczeniem poprzednich dni, że nie wszędzie muszą być sklepy, zauważam uroczą cukiernię, i jest w niej coś takiego, że mam ochotę tam wejść. Pan od progu wita nas miłymi słowami i chce pomóc w wyborze. Opowiada historię każdego produktu ze szczegółami, składnikami, a nawet mówi, jak one smakują, i robi to bardzo sugestywnie. Kusi mnie szybko, czego zupełnie nie żałuję, bo to pyszności.

Gdy ja radośnie się zajadam, Amelia w tym czasie zasypia. Po kilku minutach drogi jestem już przy pałacu. Faktycznie wygląda imponująco. Amelia śpi dalej, a ja czytam jego historię. Okazuje się, że jest to największy pałac w Berlinie, świetnie zachowany. Wybudowany został pod koniec XVII wieku na zlecenie Sophie Charlotte, żony Fryderyka III, elektora brandenburskiego, w ówczesnej wsi Lietzow, w XVIII wieku został znacznie rozbudowany. Pierwotnie nazwany był Lietzenburg. Ciekawostka – w pałacu był pokój „ósmy cud  świata”, który stanowiła Bursztynowa Komnata. Została ona przekazana przez Fryderyka Wilhelma w prezencie carowi Piotrowi Wielkiemu w 1716 roku. Obecnie znajduje się w Carskim Siole, o czym pisaliśmy tutaj.

Charlottenburg

Pałac – nie ukrywam jednak – jest rzeczą, która tego dnia najmniej mnie interesuje. Gdybym jednak zdecydowała się wejść do środka, to mogłabym podziwiać barokowe wnętrza i pokój zwany porcelanowym gabinetem, który posiada tysiące porcelanowych obiektów. Na specjalnej wystawie są klejnoty koronne, srebro królewskie oraz porcelana. Nowe skrzydło pałacu jest natomiast w stylu rokoko. Nie mam jednak na to ochoty, bo wiem, że poza pałacem są tu fenomenalne ogrody, Belweder, mauzoleum, teatr i pawilon. Te pierwsze od razu mnie wciągają, a raczej relaks, który unosi się dookoła. Z Amelią poddajemy mu się błyskawicznie.

Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg

Leniwie leżące zwierzęta, ludzie leżący na ławkach lub na trawie, dzieci baraszkujące na kocykach, ludzie siedzący na ławkach, mamy odpoczywające obok gondoli swoich dzieci, ledwo kilku spacerujących. Bosko. Mój nastrój idealnie tu pasuje. Ogród jest miły i na tyle duży, że mimo sporej liczby osób, można znaleźć miejsce dla siebie. Tyle tu ławek, że nadchodząca pora karmienia w ogóle nam nie straszna. Szczególnie wiele osób zajmuje miejsca nad fosą, gdzie można nawet popływać łódką, albo po prostu posiedzieć nad wodą.

Ogród został zaprojektowany w 1697 roku w stylu barokowym przez Simeon Godeau, który był pod wpływem projektanta ogrodów w Wersalu. Projekt Godeau składał się z geometrycznych wzorów, z alejami i fosą. W 1787 roku królewski ogrodnik Georg Steiner przebudował ogród w angielskim stylu. Po II wojnie światowej został on jednak przywrócony do poprzedniego stylu barokowego.

Nic tak nie poprawia humoru jak nicnierobienie, choć przy małym dziecku jest to teoretycznie niemożliwe, to i tak dużo łatwiejsze poza domem 🙂

Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg Charlottenburg