Za nami piąte już spotkanie z cyklu Wachlarz. Jak każde, to też było inne i na swój sposób trudne. Tym razem mierzyliśmy się z tematem rzeką i już w trakcie zapraszania gości łamaliśmy sobie głowę, jak ich dobrać, by stworzyć nić połączenia i wspólnoty zagadnień, o których chcieliśmy porozmawiać. Podróże i marketing? Podróże a marketing? – Do tematu wybraliśmy jednak literkę „a”.

Chyba sami nie wiedzieliśmy, gdzie jest ta granica. Przynajmniej ta granica werbalna, która pozwala nam za pomocą jednego słowa czy frazy dokładnie sprecyzować i rozgraniczyć to, o czym chcemy porozmawiać. W sensie, gdzie wyczuwamy problem. Bo, że widzimy, to za dużo powiedziane. Na wachlarzowej kanapie zasiedli zatem stratedzy od rozwoju marki miejsca, po osoby, które po prostu robią swoje na jego rzecz.

Świetnie podkreśliła to Ania Proszowska-Sala, mówiąc, że turyści, osoby podróżujące poszukują „autentyczności”. Jak to usłyszałem, to od razu włączył mi się taki brzęczyk alarmowy, bo to jest całe to słowo, które oddaje sedno problemu. Chwilę później spojrzałem na Twittera, gdzie komentowaliście na żywo i zauważyłem, że LosWiaheros (goście pierwszego Wachlarza, pozdrawiamy serdecznie przy okazji) też to wychwycili, bo napisali:

Tak padło nasze pytanie – czy autentyczność da się opakować? I o to musieliśmy zapytać Anię. Osobiście mamy duży szacunek do tego, jak pracuje Citybell, jedni z nielicznych, dla których kompromis między podróżowaniem i marketingiem, to zwycięstwo a nie porażka. Słuchanie Ani było sporą przyjemnością. Jak zawsze na Wachlarzu, przy każdym gościu wkurzamy się, gdy patrząc na zegarek w głowie kołacze milion pytań, ale trzeba przejść do następnej osoby. Faktem jest – marketing ma tendencję do psucia tego, co zjawiskowe i piękne. To, co podróżnicy czasem odkryją i potem są źli, że wpadła tam chmara biur podróży. Można powiedzieć, że taka kolej rzeczy, ale nie chce nam się w to wierzyć.

Są sytuacje, w których te dwa światy przecież egzystują razem. Nie można być złym za to, że nagle dużo osób marzy, żeby zobaczyć to samo. Wszystko jest dobrze – i tu docieramy do sedna – dopóki coś jest autentyczne, to jest dobrze. Zastanawiałem się kiedyś, patrząc na górali z Gruzji (mieszkańców Svaneti), kiedy pojawia się ten moment, że to, co robi się bez myślenia, jako zwyczaj obowiązujący tysiąc lat, zamienia się w coś, co robimy, bo to już produkt. Skatalogowany. Czy ta świadomość, że ta tradycja to unikalny punkt sprzedażowy, nie rozpoczyna zabijania tego? Nie wiem. Nie potrafię namierzyć tej cienkiej linii. Spójrzcie na Krupówki, nie na całe Tatry, ale na tę ulicę, która symbolizuje dla nas złe przekroczenie tej granicy.

Zapraszając kolejnych gości, z pozoru z innej bajki, naturalnie nawiązaliśmy do wątku o autentyczności. Eliza i Monika z białowieskiej Klubokawiarni Walizka właśnie takie są. W środku puszczy prowadzą ambitny klub. Są szalone. Wiedzą o tym i się chwalą. Dzięki temu jadą dalej. Są żywiołowe i przyciągają ludzi, bo nie ściemniają. Dla nich, nie dla żubrów tylko (choć to bardzo specyficzne porównanie), warto tam jechać. Cieszy w tym wypadku metamorfoza miejsc. Oczywiście, że Białowieża to ikona, co podkreśliły dziewczyny. Oczywiście, że puszcza i przyroda. Ale to zobowiązuje do poszukiwania nowych form, a nie tylko pielęgnowania tego, co jest. Ten balans pomiędzy stare a nowe, tradycyjne a niekonwencjonalne musi być zachowany. Sto, dwieście lat temu zwierzyna i las uczyniły z tego miejsca ikonę. Dziś trzeba szukać dalej – ważne, żeby to było oryginalne i pozostawało… autentyczne. To miejsce mimo paru hoteli, które pakietują doznania, ma jednak odpowiednią dozę szaleństwa.

Z Białowieży wróciliśmy do Warszawy. Panowie Sylwester i Przemek z Lotniska Chopina to zespół, któremu już na dzień dobry powiedziałem, że ostrzyłem sobie na nich kły 🙂 Na lotniskach spędziłem spory kawał czasu. Według mnie za długi, ale jestem może nie tyle ich fanem, co uważnym obserwatorem. I tak, dodamy to po raz drugi – zawsze będziemy chcieli, żeby Okęcie było nie tylko dobre, ale zajebiste. Brzmi może utopijnie, ale wierzę głęboko, że da się pogodzić interes finansowy lotniska – jako bytu komercyjnego – z jego ważną rolą. Panowie sami powiedzieli, że ich rola pojmowana jest czasem inaczej niż powinna. Bo jednak „lotnisko” to dla jednych zbiór spółek, a dla innych miejsce, które definiuje czasem całe miasto czy kraj. Z naszej strony padła deklaracja pomocy, jakiej tylko lotnisko będzie potrzebować 🙂

Magazyn “Podróże”, to pismo, które budzi wiele emocji. Na pewno wszyscy je znamy i każdy przeglądał albo kupił kilka numerów. Zawsze byliśmy ciekawi, jak ono powstaje i jaką linię programową reprezentuje. Jednocześnie pamiętamy o tym, że musi reagować na to, jak czuje się rynek pracy – a tajemnicą nie jest, że czuje się źle. Ponownie zaryzykuję stwierdzenie, że więcej osób zarzuci magazynowi brak autentyczności i że jest w nim zbyt kolorowo. Ja swoją opinię po wysłuchaniu Joanny Szyndler zreflektowałem i przyjaźniej patrzę na pracę ekipy, która go tworzy. Jak sama zapewniała, dyskutują w zespole, by nie zawsze było tak pięknie i kolorowo, nie starają się na siłę ubarwiać zdjęć, żeby tworzyć wrażenie innej rzeczywistości 🙂

Whoo. To nie koniec tego tematu. Myślę, że jeszcze do tej autentyczności powrócimy. Cieszę się, że z pozoru tak różne osoby nawiązały rozmowę, może czasem niełatwą, jednak pewnie zawsze będziemy się ścierać między „a” lub „i” w poszukiwaniu balansu. Warto o tym rozmawiać.

I tak dochodzimy do zapowiedzi szóstego i ostatniego w tym roku spotkania. Biletowanego, bo musimy dokładnie oszacować liczbę osób, która się pojawi. Znamy już skład gości oraz atrakcji dodatkowych i ręcę nam drżą z podekscytowania oraz zaszczycenia, że tak wspaniali ludzie po raz kolejny do nas dołączą.

Rejestracja > https://podrozniccy-wachlarz6.evenea.pl/
Informacje > https://www.facebook.com/events/162642980607165/

Liczba miejsc jest ograniczona na razie do stu. Będzie transmisja live – to na 100%. Będą pokazy w kilku miejscach w Polsce tej transmisji. Zostało już chyba tylko 20 biletów, więc jak będzie potrzeba, to może uda się trochę dorzucić, ale spieszcie się i rejestrujcie póki można. Będziemy rozmawiać o opowiadaniu historii. W różnych formach – rysunku, śpiewie, teorii, wideo czy filmie. Będzie też coś MEGA na koniec. Uwaga – całe spotkanie potrwa dłużej niż zwykle. Trzy godziny a może i dłużej 🙂