DJI Mavic Pro został oficjalnie zaprezentowany w Polsce. Na specjalnie zorganizowane wydarzenie na stadionie warszawskiej L… (jestem z Poznania, więc…) przyszło sporo osób, choć odbywało się w niedzielę. Sam jednak chciałem przyjrzeć się temu małemu modelowi z bliska, żeby ocenić, ile jest w nim marketingowej ściemy, a ile prawdziwego potencjału.

Widać, że organizatorom zależało na dobrej premierze. – Stadion, przedstawiciel DJI Europe, Inspire 2 przywieziony tuż po globalnym launchu 6 dni temu, piłkarz, który biegał po boisku, służąc jako cel dla Mavica, czy podgląd kamery z drona na telebimach stadionowych. Diabeł tkwi w szczegółach i momentami zabrakło dopieszczenia. Jeszcze nigdy nie kibicowałem komuś, żeby jak najszybciej zrobił sobie to selfie z drona i pozwolił konferencji skupić się na naprawdę ważnych elementach 🙂

Polska musi jednak stawać się znaczącym rynkiem dla DJI, gdyż ruchy tej firmy są coraz bardziej zauważalne – co warto docenić. Dostęp do przedstawicieli firmy, którzy obiecywali pomoc w rozwiązaniu różnych indywidualnych problemów – na duży plus.

Co do samego Mavica Pro, to mam dużo przemyśleń, ale warunki polskie przede wszystkim definiuje cena.

Ile kosztuje Mavic Pro?

Około 5000 złotych. Jeszcze raz – około 5000 złotych. Prezes firmy dystrybuującej Mavici w Polsce pytany do kogo ten dron jest adresowany odpowiada, że do przeciętnego Kowalskiego. Hmmmmmmmmmm.

Zacznijmy od początku – cena moim zdaniem za wysoka. Pokazuje tylko, że Phantomy będą drożeć, a Mavic zajmie ich pułap cenowy. Grupa docelowa z kolei wydaje się tłumaczeniem broszury marketingowej, a nie zlokalizowaniem jej na rynek polski. Tutaj celowałbym w posiadaczy kamer sportowych (GoPro czy innych), którzy chcą, ale jeszcze nie mają dronów. Ich można przekonać. Rozumiem, że na rynku amerykańskim jest to „entry level drone”, czyli faktycznie dla każdego Johna Smitha.  Przy tym kursie dolara, cle oraz sile nabywczej przeciętnego konsumenta nie możemy tego jednak porównywać z Polską.

To są jednak problemy sprzedawców, wróćmy do samego urządzenia. Przy okazji – na wydarzenie wpadłem z Maćkiem Budzichem z bloga mediafun, który skręcił vloga – nawet z moim komentarzem:

Czy warto kupić Mavica Pro?

Gdyby nie cena, gdyby to było do 3500 złotych, powiedziałbym brać. Mobilność i praktyczność jego rozmiarów biją wszystko na głowę. Fotografowie mówią, że najlepszy aparat to ten pod ręką. Tu jest tak samo. Można mieć drona codziennie w plecaku lub nawet kieszeni. Nie trzeba specjalnie go ze sobą zabierać. To otwiera nas na bardzo dużo spontanicznych nagrań, a te zawsze są fajne.

Po drugie – widzę go w plecaku. Jednym plecaku, w którym mam skarpetki, laptopa, kurtkę, spodnie i sprzęt wspinaczkowy. Idealnie się tam wpasowuje. GoPro Karma jest przy nim wielka. Do tego wycofana z rynku, więc w tym zakresie liczy się tylko Mavic. Moją obawę budzi jednak jakość kamery, która ustępuje Phantomom. Gdybym wykorzystywał drona tylko do kilku przebitek, to zatrzymałbym się na tym modelu, jednak, jeśli potrzeba już więcej materiału, to wtedy nie wiem, czy bym zaryzykował. Nawet kosztem komfortu. Nie w takie zakamarki świata wchodziło się z dronem w osobnym plecaku 🙂

Z innych funkcji to podstawowe omijanie przeszkód – na plus,tym bardziej,  że zmieszczone w tak małym dronie, choć to podbija cenę. Rozumiem jednak, że Kowalski nie może go od razu stracić 😉 Tryb sportowy – fajny. Przy okazji wejście w rynek wyścigów. Nie dane mi było spojrzeć na kontroler, gdyż nie dotarł na wydarzenie, ale z zapowiedzi wygląda również na duży plus.

Nie mam jasnej odpowiedzi na pytanie, czy kupować. Gdybym nie miał już jednego drona, to pewnie bym się bardziej zastanawiał. Czy kupiłbym go na start? – Jeśli nie potrzebujesz robić nim pełnych filmów, tylko szukasz dodatkowego asortymentu – to chyba tak. Jednak cena jest dość wysoka. Taniej można kupić używanego Phantoma 3. Nie jest tak mobilny jak Mavic, ale to pytanie o mobilność i praktyczność najbardziej decyduje przy zakupie tego małego modelu.