Jedno z najczęściej zadawanych nam pytań brzmi: jak udaje się wam połączyć pasję z podróżowaniem i zarabianiem? I za każdym razem mamy ten sam problem z odpowiedzią. Choć teraz, gdy już udało nam się zbudować „swoją markę”, łączenie tego wszystkiego w praktyce nie jest już takie trudne. Jednak sporo czasu zajęło nam wypracowanie odpowiednich reguł, żelazne trzymanie się ich i sprawienie, że ten model dobrze funkcjonuje.

Bloga założyliśmy dla zabawy. Potem okazało się, że ambitniejsze realizacje chwytają, a jeszcze później – że można też w to włączyć partnerów i zacząć czerpać dodatkowe korzyści finansowe. I wszystko to może dobrze razem funkcjonować. Ale nie jest to takie proste, jak się wydaje…Advertisement

Z każdym dniem przybywa twórców, którzy zakładają blogi lub kanały na YouTube o podróżach i nie tylko. Przez co coraz trudniej się wyróżnić i jednocześnie odnieść sukces. Nie wystarczy tylko podróżować – trzeba zaciekawić czytelnika i to najlepiej na wiele sposobów. Świetne zdjęcia, charakterystyczny styl pisania, ciekawy montaż wideo… Teoretycznie możliwości jest coraz więcej, ale to wcale nie ułatwia zadania.

Jak więc nam się udało być w tym miejscu, w którym jesteśmy?

Spojrzeliśmy na całą naszą działalność blogową i okołoblogową od początku aż do dziś, szukając rzeczy, które mają charakter stały i łatwo możemy je nazwać. Wybraliśmy te, które miały największe znaczenie dla rozwoju naszego bloga i stworzyliśmy z nich mini-poradnik dla początkujących. W końcu człowiek uczy się na błędach, ale lepiej uczyć się na cudzych. To nie jest wpis o tym, jak zarabiać, ale o tym – jak łączyć pasję (w naszym wypadku podróże) z możliwościami, które daje oryginalna twórczość i rozwijanie się w oparciu o finanse.

Zacznijmy jednak od naszej historii, bo w niej nie brakuje zwrotów akcji 🙂

6 elementów, dzięki którym udało nam się rozkręcić bloga

Inwestycja w sprzęt

Blogowanie to wcale nie jest tania sprawa. Musimy sporo zainwestować i nigdy nie mamy pewności, że te inwestycje się zwrócą. Ale to zupełnie inna kwestia, o czym w drugiej części tekstu. Jeśli jednak zakładacie bloga „dla pieniędzy”, to lepiej nie zakładajcie go wcale.

Obok dbania o to, by tworzyć coraz lepsze jakościowo materiały, trzeba czasem podjąć ryzykowne inwestycje. I tych musieliśmy podjąć wiele… Przykładowo: zakup drona w 2013 roku, na długo przed tym, jak stały się masowo wykorzystywane przez blogerów. Potem blisko rok po cichu pracowaliśmy nad “Polską z drona” i dopiero po publikacji mogliśmy przyznać, że to była dobra inwestycja. Projekt chwycił. Stał się bardzo znany. Nie byłoby go, gdyby nie duża wiara, że to jest to i że się uda.

Ale prowadzenie bloga to ciągłe aktualizacje. Cały czas trzeba coś poprawiać, udoskonalać i należy mieć to na uwadze, planując aktywny rozwój.

Inwestycja w wygląd bloga

My jesteśmy na tym punkcie “przegięci”. Dokładniej – ja jestem. 6 lat bloga to w naszym przypadku 6 różnych szablonów. To dużo, ale (nie)stety mam tak, że lubię poświęcać temu bardzo dużo uwagi.

Warto jednak podkreślić, że to treść jest najważniejsza i na tym należy się skupić. Brzydki blog sobie poradzi na początku, nieciekawy – nie. Jednak dobrym opakowaniem punktuje się u czytelników i lepiej o tym nie zapominać.

Nasza zmienność w tej kwestii się sprawdziła. Stałe poszukiwania idealnego szablonu, który dobrze oddaje to, co chcemy aktualnie przekazać, jest czasochłonne. Ale jednocześnie wiemy, że pozwala nam to tworzyć odpowiednie miejsce (i opakowanie) dla treści, które tworzymy. Jest nam z tym dobrze i mamy nadzieję, że Wam też.

Inwestycja w nasz prywatny rozwój

Blog stwarza świetne możliwości do rozwijania siebie, bo trzeba się sporo nauczyć, aby dobrze nim zarządzać. Od administracji przez strategię rozwoju, tworzenie materiałów, promocję, współpracę – trudno we wszystkim być najlepszym. Na początku robiliśmy wszystko sami. Z czasem część rzeczy zaczęliśmy zlecać innym i skupiliśmy się na tym, w czym jesteśmy najlepsi.

Mimo to dużo się nauczyliśmy i sporo w to zainwestowaliśmy. Ania kilka lat temu zrobiła studium podyplomowe z korekty i redakcji tekstu. Ja podciągałem się z fotografii. Spędziłem też mnóstwo czasu, ucząc się tworzenia treści interaktywnych. Bez bloga trudno byłoby nam znaleźć do tego motywację.

Niezrealizowane pomysły i wyciągnięte wnioski

Nie wszystko nam wyszło. Gdyby każdy nasz plan i projekt wypalił, to mielibyśmy co robić przez następne 15-20 lat. Na jeden zrealizowany pomysł przypada z 5-6, na które zabrakło nam czasu, energii, sponsora… lub po prostu były słabe i niedopracowane.

Druga sprawa – to zwykłe porażki. Piszę zwykłe, bo choć nie lubimy, jak coś nie wychodzi, nie załamuje nas to w żaden sposób. Z perspektywy czasu są to cenne lekcje i da się z nich dużo wyciągnąć. To, że pomysł nie wyszedł, to jedno. Jednak bardzo często research, wygląd, szablony, opracowania, metodologię wykorzystujemy w innych inicjatywach, co sprawia, że ta poczyniona inwestycja w dużej mierze nie ginie, a wręcz potrafi przynosić zyski.

Sukces łatwo się analizuje i znajduje jego przyczyny. Gorzej z niewypałami – a to tu tkwią cenne lekcje. Ich namierzenie pozwala nam się świetnie przygotować na przyszłość.

Własne duże projekty i przemyślane współprace

Realizowanie własnych dużych pomysłów i projektów to był nasz pomysł na siebie. Nadal jest, choć wpadliśmy na niego dopiero po paru miesiącach blogowania. Mamy też inne podejście do prowadzenia bloga – nasz nie jest linearny. Wpis za wpisem nie tworzą do końca spójnego ciągu. Projekty potrafią się od siebie bardzo różnić, na przykład “Polska z drona” i “Tango story”. Każdy przyciąga trochę inne grono odbiorców.

Z drugiej strony – najgorętszy temat – współprace komercyjne. W naszym odczuciu zrealizowaliśmy bardzo mało tzw. współprac, a na pewno znacznie mniej, niż moglibyśmy. Zawsze zwracaliśmy uwagę ma to, żeby: po pierwsze – nie przyćmiewały naszych własnych realizacji (“Polska z drona”, “Szukając Witkacego”, “Telefon dookoła świata”); po drugie – by były dobrze dopasowane do naszego bloga (“Tango Story”, “Księga Lasów”, “Życie Innych”); po trzecie – by nie było ich za dużo; po czwarte – promować tylko to, z czego sami chętnie korzystamy lub dobrze znamy.

Każda współpraca to poświęcony czas, praca w innym trybie, przez co łatwo odejść od głównego tematu bloga. Dlatego partnerów dobieramy tak, żeby napisać coś, co planowaliśmy napisać bez sponsora. Gdy udaje się znaleźć wspólne cele dla obu stron, to wtedy jest super. Wy czujecie, że nie wciskamy Wam nic na siłę, my nie musimy się naginać. Mało się mówi o niezrealizowanych współpracach. Dlatego często blogerom zarzuca się, że “biorą wszystko”. Co to, to nie my.

Takie dobieranie tematów i treści to nasz sposób na przejęcie kontroli nad blogiem. Nie czujemy, że musimy tworzyć coś każdego dnia i z dnia na dzień.

Wartości nad liczby

Ta część powinna być na początku – jednak chciałem Was trochę rozgrzać, żebyście zobaczyli, jak różna jest ona od pozostałych punktów.

Zawsze chcieliśmy, żeby nasz blog był inspirujący, by dawał Wam historie niespotykane nigdzie indziej. Żebyście zrozumieli, po co nam są potrzebni partnerzy i sponsorzy, a jednocześnie wiedzieli, że w kwestii wartości i jakości nie idziemy na kompromisy. Naszą decyzją było niepokazywanie dzieci na blogu. I kolejną takie a nie inne podejście do współpracy z partnerami. Często rezygnowaliśmy z wielu rzeczy po drodze, żeby bronić naszych wartości i żeby cały czas były dla Was zauważalne, zrozumiałe i spójne.

PORADNIK: Jak rozwinąć swoją twórczość??

Powyżej to wypadkowa doświadczenia, testów i szukania tego, co działa (plus analizy tego, co szwankuje). Gdybyśmy dziś zaczynali rozkręcać bloga – z całym bagażem doświadczeń, które mamy – pewne sprawy na pewno wyglądałyby inaczej. Dla tych, którzy chcą zacząć i od razu przeskoczyć parę pierwszych kroków (ekhm, błędów)…

O czym pomyśleć na początku?

O tym, gdzie chcemy być na końcu. Kluczowe jest wyznaczenie celów. Nawet nie w czasie (to przyjdzie później, podczas dokładnego planowania) – tylko obrać właściwy kurs. Jednak, nie trzymajcie się kurczowo wyznaczonej trasy, a cały czas zastanawiajcie się nad tym, czy jest dobra i czy na pewno zaprowadzi Was tam, gdzie chcecie.

Najlepszym testem na sprawdzenie tego, czy wiemy, co chcemy tworzyć, jest zrobienie listy przykładowych tematów. Jeśli jest ich więcej niż 10 – a zalążków jeszcze więcej – to oznaka, że weny i pomysłów starczy Wam na długo.

Potem już „tylko” praca nad tym, co nam daje najwięcej radości. Szablony, kampanie, inne dodatki – na to przyjdzie czas. Po wejściu w rytm i pokazaniu swoich najsilniejszych stron to będzie miły dodatek, który wspiera pasję, a nie jest zobowiązaniem już na początku.

Jak budować z myślą o przyszłości?

Przede wszystkim nie zadowalać się szybkimi i małymi sukcesami. I cały czas inwestować, aby autor i jego blog były coraz lepsze. Stworzyć takie fundamenty, by całość się sama napędzała, a nie tylko była platformą, z której autor żyje. Czytelnicy muszą czuć, że robicie to z pasji, że sprawia Wam to przyjemność.

Cały czas sprawdzajcie, czy podejmowane decyzje przybliżają Was do określonego celu. Jeśli czujecie, że musicie na chwilę zejść z trasy – rezygnujcie i nie dajcie się rozciągnąć na boki.

Tylko nie zgubcie dobrej zabawy po drodze. Ilość obowiązków może przytłoczyć i sprawić, że każdą pasję – nawet podróże – można zacząć traktować jako przykry obowiązek. A przecież chodzi o to, by blog połączyć z pasją. Dla nas to nie oznacza szukania kompromisu – co zdecydowanie jest najważniejsze.

Jak się wyróżnić?

O tym już powiedziano i napisano bardzo dużo. Niemniej blogów, w tym blogów podróżniczych są tysiące. Z boku można odnieść wrażenie, że rynek jest nasycony. Poniekąd to prawda, dlatego nie wystarczy tylko podróżować. Trzeba jeszcze zaciekawić czytelnika czymś nowym i w ten sposób przyciągnąć go do siebie.

Sprawdźcie, jak inni podchodzą do Waszej pasji. Jak o niej mówią. Rozpiszcie to i potem poszukajcie dziury w całym, która pozwoli Wam zrealizować Wasz cel.

Jak stworzyć plan finansowy?

Wiem, że to, o czym piszę, nie wydaje się „tanie”. Ale to nie do końca prawda. Zaczynaliśmy bez ogromnych inwestycji, dla zabawy. Rośliśmy organicznie i w pewnym momencie uznaliśmy, że musimy lepiej zarządzać i planować budżet. Przyjęliśmy dwa założenia:

  • każda współpraca, projekt musi zakończyć się przeznaczeniem części środków na dalsze inwestycje w rozwój bloga. Tak, byśmy mogli spokojnie je realizować, bez ciągłego poszukiwania nowych partnerów,
  • chcemy realizować też spokojnie własne inicjatywy, bardziej eksperymentalne – i do tego też przydaje się „wolny kapitał”.

W tym celu postanowiliśmy nie mieszać finansów osobistych z finansami bloga. Dwa osobne budżety pozwalają nam to sobie dobrze poukładać w głowie – a uwierzcie, że – gdy prowadzi się własną firmę – bardzo łatwo stracić kontrolę nad finansami osobistymi. Jednak to tylko umacnia nas w przekonaniu, że to ważna kwestia.

Z drugiej strony: czy będziemy bloga prowadzić do końca życia? Pewnie nie… Dlatego mamy świadomość, że musimy dziś zadbać o przyszłość swoją i swoich dzieci i zabezpieczyć się na „gorsze czasy”. Poduszka finansowa, szczególnie w takim zawodzie, daje większy luz w realizacji planów i pośrednio wpływa na jakość materiałów, które tworzymy.

Na rynku jest coraz więcej produktów finansowych, które ułatwiają „ogarnięcie” swoich finansów. Jednym z nich jest nowość w ofercie – partnera tego tekstu – Deutsche Bank Polska, konto dbNET z Pakietem Premium. Poza jednym z najwyżej oprocentowanych ROR-ów na rynku, mamy tu wygodne narzędzia pomagające w oszczędzaniu i inwestowaniu, również online.

Jak trzymać się strategii i nie rozmieniać na drobne po drodze?

Trzymanie się obranej strategii to najważniejsza, najgorsza, najtrudniejsza i zarazem najprzyjemniejsza część całego planu 🙂

Najważniejsza – bo każdy plan jest tak dobry jak jego wykonanie. Najprostszym sposobem na nieosiągnięcie celu jest zejście z kursu. I to nie wina planu, że był zły – tylko niestety nas.

Najgorsza – bo trzeba ciągle sprawdzać, czy założony plan jest realistyczny. Co ważne – skupcie się na dotarciu do celu, a nie na samej trasie.

Najtrudniejsza – gdyż sporo pokus pojawia się po drodze i zachęca do zmiany trasy. Albo efekt przychodzi za wcześnie. Niby zgodny z oczekiwaniami, ale jednak „to nie to”. Tych pokus jest dużo, szczególnie we współpracy komercyjnej.

Najprzyjemniejsza – bo nic tak nie cieszy jak zrealizowanie planu, pomimo trudności po drodze, i cieszenie się z własnej pracy zakończonej sukcesem.


Wpis powstał we współpracy z Deutsche Bank Polska