Od czego wziął się pomysł na profesjonalne dronowanie?

Pomysł na dronowanie urodził się tak trochę przypadkiem w Australii, jak podróżowaliśmy po Outbacku, nad King’s Canyon w Northern Territory. Szukałem kadrów, robiłem zdjęcia po prostu zwykłym aparatem i z niczego nie byłem zadowolony. Tak mi się wydawało, że najlepszym pomysłem, żeby objąć wielkość tego kanionu, będzie jakieś zdjęcie z helikopterka, z jakiejś zabawki albo po prostu z lotu ptaka. To był przełom 2010 i 2011 r. Wtedy jeszcze o dronach się nie myślało i tak naprawdę wtedy przeszło mi przez myśl, że to by było „coś”, robić takie zdjęcia lotnicze. Kilka miesięcy później zupełnie przypadkiem trafiłem do sklepu modelarskiego w Hong Kongu, gdzie zobaczyłem pierwszego drona, i wtedy powiedziałem sobie: tak, tym chcę się zająć po powrocie do Polski. Dwa lata później zbudowałem dużego Hexacoptera i zacząłem robić zdjęcia lotnicze. Można by powiedzieć, że wyszło to kompletnie przez przypadek. Trochę brakowało mi perspektywy, by pokazać coś wielkiego, więc ten dron bardzo by się tam przydał. I właśnie tak zaczęło to moje dronowanie.

I później miałeś już okazję do robienia takich zdjęć?

Tak, miałem okazję. Nawet wróciłem do Australii z dronem i to był strzał w dziesiątkę, bo jednak ta przestrzeń, ten Outback pokazany właśnie z lotu ptaka robi niesamowite wrażenie.

Przyznaję Ci rację.Widziałam Twoje zdjęcia z Outbacku z góry. Coś niesamowitego. A powiedz, jakie jest największe wyzwanie przy lataniu dronem?

Dzisiaj wydaje mi się, że największym wyzwaniem jest szukanie ciekawych kadrów i pokazywanie czegoś nieoczywistego, bo drony są tak powszechne, że samo zrobienie zdjęcia z lotu ptaka już nie robi na kimś wrażenia. Nagranie kilkuminutowego filmu poskładanego z ujęć lotniczych też nie jest niczym specjalnym, tego jest mnóstwo w sieci.

Wyzwaniem jest znalezienie kadrów: fajnych, oryginalnych, nieoczywistych. Nawet pokazanie zamarzniętej Wisły albo kształtów, które tworzą się na tafli zamarzniętej rzeki z lotu ptaka już jest jakimś pomysłem, bo nigdy się tego nie dostrzeże z poziomu brzegu albo idąc po tej tafli, po tej zamarzniętej rzece. Więc pomysł, to właśnie pomysł jest wyzwaniem dzisiaj, bo technologia już jest dostępna i jest tania. Tak naprawdę nie ma wielkiej bariery, żeby w ten rynek wejść, ważna jest za to perspektywa, pomysł na kadry.

Rozumiem. A którą część pracy z dronami lubisz najbardziej?

Właśnie tę, najbardziej lubię szukać kadrów i latać dronem. Mniej lubię montaż, którym w ogóle się nie zajmuję. Zajmuję się obróbką graficzną, wywoływaniem tych zdjęć cyfrowo, ale to nie jest do końca to, co lubię robić. Wolę latać, szukać, jeździć i kombinować, robić research, poszukiwać jakiś nowych miejsc albo tych, które znam, ale nie są dla mnie oczywiste. Zdecydowanie bardziej wolę teren, niż pracę przy komputerze.

Czyli bardziej ta kreatywna część pracy…

Wydaje mi się, że tak, to tworzenie.

Gdzie planujesz kolejną podróż z dronem?

Chciałbym wziąć drona do Maroka, ale wiem, że jest to bardzo trudne i służby celne oraz imigracyjne na lotnisku konfiskują sprzęt, więc szukam pomysłu na to, jak tego drona tam wwieźć. Może mi się uda, może coś znajdę, a jak nie, to nie wiem. Najbliższa podróż to ta do Maroka i chciałbym zobaczyć, jak ten kraj wygląda z lotu ptaka, szczególnie, że zdjęć stamtąd  faktycznie jest bardzo mało.

I właśnie z tego względu?

Właśnie z tego względu 🙂

Temat najbliższej edycji naszego Festiwalu Wachlarz to „Esencja”. Czym dla Ciebie jest esencja?

Esencja wydaje mi się powrotem do korzeni, bliskością z naturą. Esencja jest też tak, jak herbata czymś gęstym, wyciśniętym z jakiegoś tworu. Jest czymś najbardziej wartościowym, podwaliną całej naszej pracy twórczej, czegoś, czym się w życiu zajmujemy. Ja tak to rozumiem.