Dość szokujące wieści napływają z Tajlandii, z której wcześniej mogliśmy oglądać wiele ciekawych filmów nakręconych z lotu ptaka. Otóż tamtejsze Ministerstwo Transportu kończy opracowywać zmiany w prawie, które mogą skutecznie wyeliminować loty na użytek rekreacyjny.

Rok więzienia i grzywna w wysokości 40 000 bahtów – taka kara czeka na osoby, które bez licencji, czyli prywatnie, będą wykonywać loty modelami latającymi. Drastyczna kara i nie znam dokładnych przyczyn jej wprowadzenia. Nie doszukałem się informacji o jakimś wypadku czy zagrożeniu spowodowanym akurat w tym kraju, które uzasadniałoby taką chęć unormowania prawnego. Mogę jedynie spekulować, że miniaturyzacja oraz coraz niższe koszty dronów sprawiają, że częściej stają się one gadżetem zabieranym na wakacje przez rzesze turystów, bo przecież „widoków” i kadrów na dobre filmy tam nie brakuje.

Oczywiście, jeśli ktoś posiada licencję, to będzie mógł wykonywać loty (po uzyskaniu specjalnego zezwolenia), ale też w granicach od 50 do 150 metrów. Do tego model będzie musiał spełnić kryteria wagowe oraz wielkościowe. Ograniczenie 150 metrów to nie tylko kwestia zasięgu wzroku – od wysokości 300 metrów latają już samoloty komercyjne, a ten pułap dla większości modeli konsumenckich nie stanowi najmniejszego problemu, a w tym wypadku – stanowi spore zagrożenie. Co więcej latanie poniżej 50 metrów również będzie zabronione ze względu na możliwość stworzenia niebezpieczeństwa, tym razem dla rzeczy naziemnych.

Zgodnie z powstającymi zmianami w prawie UAVy zostały podzielone na dwie kategorie:

  • sportowe, do badań oraz do edukacji – to z pozwoleniem oraz z wcześniej znaną trasą lotu, będą mogły się poruszać w przestrzeni powietrznej,
  • do innego użytku w tym prywatnego – drony z aparatami i kamerami będą mogły być używane tylko przez media albo przez filmowców (obstawiam, że pojawią się spore opłaty, które będą dobrane pod klientów typu BBC a nie freelancerzy).

Ścieżka dostępu do latania dla zwykłych osób nie zostanie zamknięta, ale nadal będzie wymagała uprzednich zezwoleń. Na tym etapie nie wiadomo, ile taka procedura może potrwać, jednak dla osób – udających się tam na parę tygodni – może to być za długo.

Jestem bardzo ciekaw, jak dalej się ta sytuacja rozwinie i na ile okaże się skuteczna. Wiadomość o więzieniu jest bardzo silnym sygnałem, nie wykorzystywanym jeszcze w żadnym kraju w dedykowanym prawie do latania modelami latającymi, który powinien odstraszyć amatorów, a nawet piloci z licencjami dwa razy się zastanowią, czy chcą kręcić. Całość będzie też potężnie zbiurokratyzowana, co nigdy nie jest dobre.

Zawsze jestem w stanie zrozumieć pobudki zwiększające bezpieczeństwo w kwestii latania dronami, ale jednocześnie uważam, że należy prowadzić intensywne działania edukacyjne do pilotów (zawodowców i amatorów), gdyż ograniczenie lotów może tylko prowizorycznie zmniejszyć skalę zagrożenia, a każdy wypadek może tylko prowadzić do dalszych jeszcze bardziej skomplikowanych regulacji.