Kuba kilka dni temu skrytykował pewną górską miejscowość na Sri Lance, nazywając  ją „oazą hipsterów”. Jestem pewna, że wiele osób skutecznie zniechęcił do jej zobaczenia , bo i po co jechać w Tropiki i siedzieć w pubie z „białasami”, gdy można podziwiać wspaniałą przyrodę, czy nawet zabytki (co tam kogo interesuje), w zupełnie innej części wyspy. A ja się z tym nie zgadzam i do Elli chętnie wrócę.

Kuba ma jednak sporo racji. Ella to pierwsza taka miejscowość na Sri Lance, gdzie jest więcej obcokrajowców niż mieszkających tam Cejlończyków. Biali są wszędzie. Okupują hotele, spacerują tą jedyną (główną) uliczką, siedzą w knajpach, piją w pubach, chodzą po górach etc. Miejscowi też są trochę inni niż w pozostałych rejonach wyspy. Tylko tam na naszych szlakach ustawiali się ludzie i prosili o pieniądze w zamian za zrobienie sobie z nimi zdjęcia, tuk tuki stały na każdym kroku, pod każdą knajpą i pensjonatem. Wszystkim, jak widzieli białego, pojawiały się w oczach pieniądze. – Tak jest – to fakt, i albo można się tym przejmować, albo – zwrócić uwagę na inne rzeczy, które dla mnie są zdecydowanie ważniejsze.

  1. Uwielbiam małe górskie miejscowości, klimatycznie położone. Sam dojazd z Kandy do Elli właśnie taki był. Jechaliśmy kilka godzin  pociągiem wśród pól herbaty, podglądając zbieraczki, podziwiając szczyty gór i patrząc, jak lokomotywa wjeżdża coraz wyżej i wyżej a wagony wiją się coraz bardziej i bardziej. Nasz hotelik też miał wspaniały widok.
  1. To właśnie w Elli jedliśmy jedne z najlepiej przygotowanych cejlońskich potraw – pyszne owoce morza, czy to z ryżem czy noodlami z dodatkiem curry i innych przypraw, przeróżne placki (hoopersy, spring rollsy) do tego thosai (wielkie naleśniki z pikantnymi sosami) i najlepsze na świecie koththu rotti – danie, składające się z kawałeczków mięsa (my wybraliśmy akurat kurczaka, ale może być też z wołowiną, krewetkami), warzywami, jajkiem i przeróżnymi przyprawami. Jest także opcja wegetariańska.
  1. Jeszcze nigdy nie dowiedziałam się tyle na temat przypraw i ziół, co w miejscowym „Spice Garden”. Przewodnik (chłopak ok. 20 lat) w genialny, prosty i bardzo ciekawy  sposób opowiedział nam tajniki życia przypraw i bardzo nas tym zainspirował, o czym na pewno jeszcze napiszemy.
  1. Odkryliśmy, że hotel może zamykać się o 22, a osobom, które się spóźnią, pozostaje spać pod drzwiami. Na szczęście osoby z recepcji odbierają telefony i mieszkają . Noc była zimna, więc byłoby ciężko.
  1. Mimo, że wszędzie siedzieli obcokrajowcy, obsługa była typowo cejlońska i bardzo musielibyśmy się postarać, żeby podano nam ten rum z colą, zrozumiano, co chcemy zjeść i że nie pijemy herbaty z cukrem. Było mnóstwo uroczych wpadek, ale generalnie jedliśmy, co dostaliśmy 😉
  1. Super zdobywało się mini szczyt Ella Rock wraz z innymi osobami, bez oznaczonej trasy, bo nigdzie nie mieli dokładnej mapy. Szliśmy torami, między polami, przedzieraliśmy się między chatami Cejlończyków, bydłem, aż w końcu weszliśmy na nasz mini szczyt. Jeszcze nigdzie nas tak nie wywiało jak tam.
  1. W górach nie jest tak gorąco jak w innych rejonach Sri Lanki. Przez te kilka dni odpoczęliśmy więc od upałów.

Jeżeli któryś z poniższych punktów jest dla Ciebie istotny, to myślę, że powinieneś lub powinnaś tam jechać i to sprawdzić. Może Twoje wrażenie będzie jeszcze inne. Ja Ellę polecam i tego się będę trzymać.