Miesiąc temu opisałem korzystanie z Fitbita Flexa – opaski monitorującej moją aktywność. Zapowiedziałem jednocześnie, że za parę dni dojedzie nowszy model i opiszę dalsze wrażenia, co niniejszym czynię. Nie spodziewałem się, że następca, czyli Fitbit Force – będzie aż takim krokiem naprzód!

Dosłownie dwa dni po publikacji pierwszych wrażeń przyszła do mnie paczka. Tym razem obyło się bez wizyty w Urzędzie Celnym. Nie wiem jak ta kontrola działa, ale zaoszczędziłem 10 dni i parę godzin stania po odbiór przesyłki.

Technikalia
Pierwsze wrażenie – opaska jest dużo, dużo większa. Samo urządzenie, które wcześniej było wielkości paznokcia, teraz jest w pełni zintegrowane z gumową opaską i nie można go wyjąć. Mam jednak wrażenie, potwierdzone dwumiesięcznymi testami, że całość wykonana jest znacznie solidniej. W modelu Flex częste wyjmowanie urządzenia do ładowania, sprawiało że guma się szybko zużywała. Mój Force wygląda teraz właściwie tak, jak w dniu włożenia na rękę. Nie ściera się. Trzeba tylko wybrać dobry rozmiar przy zamawianiu, bo wcześniej można było zmieniać rozmiary opasek a teraz jest tylko jedna, jedyna.

Ładowanie odbywa się za pomocą nowego kabla, który wczepiamy i musimy wtedy zdjąć Fitbita (jak poprzednio). Jednak bateria starcza chyba na ponad 10 dni. Wcześniej miałem cykl tygodniowy a teraz nie pamiętam, kiedy go ładowałem. To akurat ciekawa zmiana (związana z wielkością modelu), bo wprowadzenie ekranu sugerowałoby, że tej energii będzie jednak mniej. A tutaj mamy do czynienia z miłym zaskoczeniem.

Jedyne problemy, jakie teraz mam, to takie, że po zmianie telefonu nie mogę synchronizować go z nowym. Mam Bluetooth 4.0, ale muszę poczekać na aktualizację Androida do wersji 4.4 (a wiemy, ile to trwa u producentów i operatorów) 😉 Korzystam z dołączonej złączki, ale synchronizuję znacznie rzadziej niż wcześniej.

W Force wprowadzono dwie zmiany – dodano ekran (co wymusiło zmiany konstrukcyjne) oraz mierzenie wysokości, przez co różnice w poziomach, które pokonujemy, są dodatkowo zliczane.

Fitbit Force porównany do 10 groszy
Nowy przycisk

Zmiana w moim zachowaniu
Ekran zmienia wszystko. Komunikacja diodowa była ok w poprzedniej wersji, ale teraz wiem wszystko i na bieżąco modyfikuję to, co robię w ciągu dnia. Znam dokładną liczbę kroków brakujących  do celu. Przeglądam, ile miałem aktywnych minut, oraz, jak to się przekłada na kilometry. Wyświetlane informacje na ekranie można dowolnie zmieniać w aplikacji mobilnej – tam się o tym decyduje i wystarczy zapisać na ekranie.

Najważniejsza zmiana
To guzik. Wszystkie problemy z wchodzeniem w tryb sen zostały dzięki termu rozwiązane i korzystam teraz z niego regularnie. Wcześniej zdarzały się problemy i albo nie mogłem wejść w ten tryb, albo nie mogłem z niego wyjść. To bywało bardzo irytujące. Przyciskiem wybudza się więc urządzenie i przechodzi przez kolejne statystyki. Można też sprawdzić godzinę 🙂 ,  jeżeli ktoś nie ma zegarka.

Dla mnie najcenniejsze jest to, że mogę teraz szybko sprawdzić przebyty dystans. Bez jakichś aplikacji na telefonie czy specjalnych zegarków. Przydaje się to podczas biegania i dłuższych wypraw. Oczywiście, gdy ktoś jest statystycznych szaleńcem. Dla całej reszty nie wydaje mi się to jakoś specjalnie przydatne.