Była 18:40, dwadzieścia minut do rozpoczęcia Wachlarza, kiedy zaczęli pojawiać się pierwsi uczestnicy. W tym momencie dotarło do nas to, o czym rozmawialiśmy chwilę wcześniej z Markiem z Orange. – Oto wchodzą nasi czytelnicy, ich znajomi, znajomi znajomych, których pierwszy raz spotykamy na żywo.

Mało którzy blogerzy (znamy jednego) decydują się na to, aby wyjść i rozpocząć prawdziwą dyskusję ze swoją społecznością. Dla nas ten dialog był i jest bardzo ważny. Myśleliśmy o nim przez kilka miesięcy, więc tym bardziej miło, że w końcu udało się nam te myśli wcielić w życie. O początkach Wachlarza, skąd wziął się pomysł, pisaliśmy już dwukrotnie (tu i tu) a także, mówiliśmy przedwczoraj, więc nie będziemy się powtarzać. Przechodząc do sedna…

W Cafe Kulturalnej zjawiliśmy się już chwilę po godz. 17, żeby przypilnować ostatnich szczegółów. Szybko okazało się jednak, że nie ma czego pilnować, bo wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Orange nie chciało wywieszać żadnego roll-upu ani sztandaru (a są partnerem Wachlarza), a Cafe Kulturalna sprawnie ogarnęła przygotowanie sali. Kto się rozgadał w kącie, mógł przeoczyć nawet ten moment.

Wachlarz 1

Na dyskutantów czekała już wielka czerwona kanapa i, po dodaniu akademickiego kwadransa, czyli punkt o 19:15, rozpoczął się „Reportaż w czasach Facebooka”. Już w tym tytule kryły się dwie metafory. Pierwsza to reportaż – w przypadku Wachlarza rozumiany jako chęć, marzenie, dążenie do tej najwyższej formy dziennikarskiej od zawsze utożsamianej z wielkim prestiżem i czasem potrzebnym na stworzenie „dzieła”. Z kolei „czasy Facebooka”, to czasy mediów społecznościowych – tłumu, efektów, filtrów, szybkości przekazu i mobilności.

Na czerwoną kanapę jako pierwszy został zaproszony Radek Kotarski, „młody Wołoszański”, twórca programu Polimaty na You Tube, reporter w nowoczesnym ujęciu tego słowa, człowiek renesansu znający się na chemii, biologii, historii sztuki, technologiach i na wielu innych rzeczach. Radek udowadnia każdym swoim filmem, że można tworzyć wartościowe treści w sposób, który jest ciekawy i przyswajalny dla normalnego odbiorcy. Polimaty – poza
odcinkiem z Hong Kongu – są produkowane stacjonarnie, dlatego chcieliśmy skontrastować to z kimś, kto – podobnie jak my – tworzy w drodze.

Idealnie pasował do tego kolejny gość, który zasiadła na kanapie, czyli Andrzej Budnik, współautor bloga Loswiaheros.pl , który jest w ciągłej podróży od 3,5 roku, a wyjeżdżał w czasach, gdy Facebook nie był jeszcze znany w Polsce. Te lata w podróży nie przeszkodziły mu jednak, aby podążać za trendami i ich rozwojem, a na temat blogowania z podróży mógłby napisać książkę. Od Andrzeja dowiedzieliśmy się, jak wykorzystuje narzędzia społecznościowe w podróży i że taki Facebook doskonale się sprawdza, gdy na przykład szuka się banku w Tajlandii, który nie pobiera prowizji, lub, gdy ma się jakiś problem i pytanie. On też zwrócił uwagę na zdjęcia, że są bardzo ważne dla czytelników i, że im bardziej kontrowersyjne, tym bardziej komentowane.wachlarz2

Od tematu zdjęć na blogu przeszliśmy płynnie do Moniki Szewczyk, autorki i koordynatorki projektów kulturalnych i artystycznych, która prowadzi konwersatorium „Etyka w fotografii” w Zakładzie Fotografii Instytutu Dziennikarstwa UW.Naszą uwagę najbardziej zwróciło zdanie, że jedna fotografia powinna wyrażać 1000 słów. To stało się przedmiotem dyskusji, czy obecne zdjęcia, które często są bardzo przerabiane, photoshopowane, wyrażają te 1000 słów, czy mniej, więcej, czy może w totalnie inny sposób. Zdaniem Moniki pojawiła się bardzo wyraźna tendencja spłycania treści i znacznej dbałości o stronę wizualną fotografii. Tutaj musiało paść pytanie, jak ma się do tego Instagram? W sieci robią furorę startupy i aplikacje, których główną ideą jest podrasowanie zdjęć. Sami z nich korzystamy i wiemy, że bywają pomocne.

Gościem, który zajął ostatnie wolne miejsce na kanapie był Pan Marek Miller, polski reporter i założyciel Laboratorium Reportażu, miejsca dziennikarskich poszukiwań i eksperymentów. Osoba, która nie wiedząc o tym, wywarła na nas duży wpływ, na samym początku „Szukając Witkacego”, kiedy z uwagą czytaliśmy artykuł o konstruowaniu powieści polifonicznej.wachlarz3

I zaczęła się dyskusja. Na czworo gości, kiedy spojrzymy razem, to widać w pewnym sensie łańcuch, który ich łączy i te „końcówki” najbardziej iskrzyły. Pan Marek Miller z Radkiem Kotarskim spierał się dość mocno, ale też są z dwóch najbardziej od siebie oddalonych światów. Jednak nie o wypracowanie jednego zdania tu chodziło, ale o mądrą kakofonię. Były momenty, że my odpadaliśmy, bo padały kwestie, które jeszcze parę dni będziemy trawić.

Myśli, które zapadły nam w pamięć:
– propaganda jest jednoznaczna, a kultura wieloznaczna,
– wszystkiego jest za dużo, w związku z czym, nic nie ma znaczenia,
– to jak Polimaty inteligentnie bawią się widzem i wykorzystują tabloidyzację, by przyciągać widownię do ważnych tematów,
– zwiększanie efektu komunikatu, ale zubażanie jego wartości.

Tu jest relacja zrobiona przez Orange Polska:

I tak, jak wielu gości Wachlarza, uważamy, że ta rozmowa była dopiero początkiem dyskusji i chcemy, żeby była ona kontynuowana w sieci. Czekamy na Wasze relacje, reakcje i przemyślenia.

Kolejny Wachlarz parę dni po majówce, czyli w połowie maja. Dokładną datę podamy niebawem. Już dziś możemy też zdradzić, że wtedy właśnie zostanie ogłoszony dumny następca „Szukając Witkacego”, czyli nasza kolejna wyprawa.

Specjalne podziękowania kierujemy do Agnieszki Wanat – to jej zdjęcia będą ilustrować cały cykl spotkań.wachlarz1

No to teraz prosimy o Twoje zdanie i konstruktywną krytykę 🙂