„Ania nie lubi Gruzji” – to jedno z najczęstszych zdań wypowiadanych przez Kubę, które z rzeczywistością ma dużo mniej wspólnego, niż by się mogło wydawać.
Przeprowadźmy krótkie badanie – dlaczego hipotetycznie mogłabym nie lubić Gruzji.

Po raz pierwszy wylądowałam w Tbilisi ponad dwa lata temu, w lipcu. Nocny lot, niestety przez Kijów, tam mały stres w związku z bagażami, bo okazało się, że nie zostały nadane do Tbilisi, choć powinny, dwugodzinne opóźnienie lotu z Warszawy, ale to zdecydowanie za mało, żeby mnie przerazić. Dotarłam na miejsce. Wszystko ok, na lotnisku sprawnie, uprzejmi ludzie… – Myślę: „jest dobrze”. Nocą miasto wyglądało niesamowicie, cudownie oświetlone. W czasie tych ok. 20 minut drogi z lotniska podziwiałam przepiękną panoramę miasta. Zachwycająco. (Sami Gruzini uważają, że nocą to jest zupełnie inne Tbilisi.)

Tbilisi nocą
Tbilisi nocą

Co robił Kuba, żebym pokochała Gruzję?

Już pierwszego dnia zabrał mnie do najlepszej knajpy z gruzińskim jedzeniem.  Problem  był tylko jeden – nie polubiłam ani ich sera, ani mięsa a wszystko na tym się opiera. Na naszym stole było z 6-7 potraw. Kelner spakował nam do domu ponad połowę jedzenia, bo prawie nic nie zjadłam.

Kuba jednak się nie poddawał. Rozpoczęliśmy zwiedzanie Tbilisi, ale sił starczyło mi na pół dnia, ponieważ dostałam wirusa pokarmowego (praktycznie każdy, kto tam przyjeżdża po raz pierwszy, go dostaje). Oznaczało to trzy dni w łóżku z gorączką, wymiotami i ostrą biegunką. I jak tu, kurde, ten kraj kochać 🙂

W Batumi
W Batumi

Gdy już mi przeszło, schudłam 3 kilogramy, a na obolały żołądek mogłam jeść tylko „oswojone” produkty – frytki, tortillę z Maca, coś, czego w Polsce raczej nie tykam, ale przynajmniej żołądek był szczęśliwy.

Próbowaliśmy w końcu zwiedzać miasto i byłoby sympatycznie, gdybym nie czuła się jak mięso armatnie. Ktoś może powiedzieć – jesteś przewrażliwiona, ale nie znoszę takiej sytuacji, że samochód jest ważniejszy niż człowiek, a w Gruzji tak było. Samochody nie zatrzymywały się, przejść dla pieszych wtedy praktycznie nie było. Człowiek na drodze traktowany był jak śmieć i to on miał tam walczyć o przetrwanie. Sorry – najsłabsi umierają, więc walcz… Statystyki pokazywały, jak wiele osób ginęło na drodze i trudno się dziwić.

Tbilisi
Tbilisi

Lato w Gruzji, to nie jest idealny czas – przynajmniej dla mnie. 45 stopni to masakra i katastrofa. Umierałam.

Kuba jednak walczył dalej i wpadł na genialny pomysł, żebym o tej Gruzji tak źle nie mówiła. Przyjaciółka Gruzinka zachęciła go do tego, żeby oświadczył mi się tam na wzgórzu zamkowym. Tak też uczynił. Sprytnie, nie? 🙂 To rzeczywiście sprawiło, że chętniej wracam, a pozytywne wspomnienia są dużo silniejsze niż negatywne. Zakochałam się też w Batumi, które widzieliśmy przy okazji tamtego pobytu.

Dwa lata później

Kuba praktycznie w każdym miesiącu jest w Gruzji. Ja pojechałam znów teraz –w listopadzie 2012.

Sporo się zmieniło. Po pierwsze mam lot bezpośredni, więc po trzech godzinach ląduję sobie szczęśliwa na miejscu. Przy odprawie otrzymuję małe wino gruzińskie – świetna akcja, myślę sobie. Moje bagaże wyskakują jako pierwsze – no wprost genialnie.

Zatrzymujemy się w hotelu, który jest dobrze położony, przyzwoity i wygodny. Już następnego dnia widzę, że to miasto się zmieniło. Uliczki, którą widziałam dwa lata temu, bo przy niej wtedy mieszkaliśmy, w ogóle nie poznałam. Teraz jest tam deptak z ładnymi, odrestaurowanymi kamienicami. Idziemy na śniadanie, a tam sporo obcokrajowców – to też się zmieniło i nie ukrywam, że zrobiło na mnie wrażenie.

Kuchnia gruzińska i tym razem mnie nie przekonała, ale nie musiała, bo miałam wybór. – Powstało sporo knajp z jedzeniem europejskim, kuchnie chińska i japońska (sushi). Nie miałam też wirusa.

Tradycyjny chleb gruziński
Tradycyjny chleb gruziński

Znajomi zabrali nas na weekend na zachód Gruzji  i teraz nie będę się na ten temat rozpisywać, ale jeszcze napiszemy o tych widokach, mieście w skale i naszym pobycie u tubylców.

Pogoda był genialna – 18-20 stopni w dzień. Na wieczór trzeba było wziąć coś cieplejszego, ale i tak bardzo miło.

Wzgórze zamkowe dalej budzi sentymenty.

Teraz, kiedy piję gruzińskie wino, które dostałam na lotnisku, które jest czerwone, wytrawne i bardzo mocne, dokonuję takiego krótkiego podsumowania, bo Gruzję polecam z całego serca. To kraj, który szybko się rozwija i zmienia, więc fajnie go zobaczyć teraz, bo, jak się okazało w moim przypadku, dwa lata to dużo.

Kuba: obraz, którego Ania nie pozwoliła mi kupić
Kuba: obraz, którego Ania nie pozwoliła mi kupić

Reasumują. To powiedziałam Kubie na koniec mojego pobytu: Gruzja jest piękna, bo ma cudowne krajobrazy, piękną naturę, urocze miasteczka, miłych ludzi, szkoda tylko, że na tle tego stoją rozpadające się domy i ruiny. Miejmy nadzieję, że to też prędzej czy późnij się zmieni.

Having fun
Having fun

Żeby Twój pobyt w Gruzji był miły:
– zaszczep się – WZW A i WZW B to podstawa,
– jeżeli nie lubisz upałów, nie przyjeżdżaj do Gruzji w wakacje,
– jeżeli masz możliwość – weź dwa tygodnie urlopu i pojeździj po tym kraju,
– miej trochę kasy na koncie, żeby zabrać do domu kilka butelek wina gruzińskiego,
– wyluzuj, bo Gruzini są bardzo wyluzowani, dużo mówią i nigdzie się nie spieszą.

No i baw się dobrze, tak jak ja.