Nigdy nie lubiłam robić zdjęć i podchodziłam do tego w taki „filozoficzny” sposób: „Po co mam je robić, to bez sensu, oglądanie przez obiektyw jest bez sensu, a ja chcę rozkoszować się chwilą, przeżyć ją w pełni, zapamiętać te emocje, a nie widok przez obiektyw. Poza tym wszyscy robą zdjęcia”.

Od zawsze, gdy gdzieś wyjeżdżałam towarzyszyli mi ludzie wiecznie cykający zdjęcia. Najpierw rodzice, na swoim starym aparacie, później na Kodaku, choć to jeszcze nie było najgorsze. – W tamtych czasach bardzo oszczędnie robiono zdjęcia, bo było ich na kliszy 24 albo 36 i kupienie nowego filmu, wywołanie zdjęć były stosunkowo drogie. Zmieniło się to wraz z erą nadejścia aparatów cyfrowych. O oszczędności już nie było mowy, a przywiezienie 1000 zdjęć z jednych wakacji wydawało się całkiem naturalnym zjawiskiem. W tych czasach już raczej nie podróżowałam z rodzicami, a ze znajomymi, którzy bez ograniczeń najpierw cykali zdjęcia prostymi cyfrowymi Sony, potem – wraz z postępem – różnymi wersjami Nikonów i Canonów. Powstawała z tego świetna dokumentacja, więc już tym bardziej nie miałam potrzeby robić zdjęć, bo skoro już tyle ich powstaje, to ja mogę się spokojnie skoncentrować na swoim przeżywaniu.

Gdy ponad trzy lata temu poznałam Kubę – on także lubił robić zdjęcia i nawet w ten sposób został mi zareklamowany przez naszych wspólnych znajomych. Super, czyli miałam kolejną osobę, która lubiła robić zdjęcia i tym samym zwalniała mnie z tego ciężkiego obowiązku.

Ania i Samsung Galaxy Camera
Ania i Samsung Galaxy Camera

Jeżeli dokładnie czytasz ten tekst zauważysz, że tak naprawdę od zawsze uważałam, że robienie zdjęć jest fajne, tylko nigdy tego nie musiałam robić, bo uznawałam, że zawsze ktoś zrobi to za mnie lepiej. A ja i tak dostanę setki zdjęć po powrocie i wpiszę sobie w nie swoje wspomnienia. To było bardzo wygodne rozwiązanie.

I faktycznie długo się broniłam przed zmianą. Jakieś dwa lata temu Kuba kupił mi nawet mały aparat – pierwszy aparat w moim życiu. Chciał w ten sposób mnie zachęcić do robienia zdjęć. Niestety, jeżeli nie przypominał mi, żebym brała go ze sobą, nigdy z własnej potrzeby nie wzięłam go donikąd. Nigdy o nim nie pamiętałam i nie czułam potrzeby, aby zabierać go gdziekolwiek, czym sprawiałam Kubie ogromną przykrość. W pewnym momencie starałam sobie nawet zakodować, że muszę wziąć aparat, nawet jeżeli ani razu go nie użyję. Mały przełom nastąpił 4-5 miesięcy temu, gdy pojawiły się weekendowe wyjazdy, w których Kuba nie mógł uczestniczyć. Musiałam więc sobie jakoś radzić i radziłam. Zaczęłam robić zdjęcia i stwierdziłam, że to nawet aż tak bardzo nie boli. Zaczęłam trochę eksperymentować i minimalnie zaczęło mi się to podobać.

Ania i Samsung Galaxy Camera
Ania i Samsung Galaxy Camera

Olśnienie i zachwyt przyszły z kolei miesiąc temu, gdy w naszym domu pojawił się Samsung Galaxy Camera, aparat z systemem Android, który budzi ogromne zainteresowanie wszędzie tam, gdzie się tylko pojawię. W obcych krajach już kilka osób do mnie podchodziło i prosiło o to, by móc wziąć go do ręki i obejrzeć. W Polsce nie jest inaczej – osoby, które widzą mnie z nim zawsze chcą się pobawić i go dokładnie obejrzeć.

Jest boski, cudowny i wszędzie się mieści. Zachwycił mnie też tym, że wspaniale i szybko komunikuje się z Facebookiem, Instagramem, Foursquarem. Na Sri Lance , po włożeniu małej karty z Internetem, czy dzięki WiFi, pozwolił mi dodawać zdjęcia na wszystkie portale społecznościowe.

Ania i Samsung Galaxy Camera
Ania i Samsung Galaxy Camera

Inne zalety to tryby, które zawsze mogę dostosować do miejsca, w którym jestem, niesamowity zoom x21, jak w żadnym innym aparacie, i niesamowicie wielki wyświetlacz, naprawdę wow. Do tego świetna wielkość i naprawdę dobra jakość zdjęć, jak na taki aparat. Jedyny minus – za szybko się samodzielnie wyłącza, właściwie po kilkunastu sekundach, ale da się to przeżyć. Oczywiście wiadomo, że nie jest to mega profesjonalne narzędzie i są z nim problemy, gdy robimy zdjęcia w ruchu, czy nocą bez właściwego oświetlenia, ale dla potrzeb „normalnej” osoby, nie profesjonalnego fotografa, naprawdę wystarczy. Mnie nie przestał zachwycać, tylko skłonił do eksperymentowania. Myślę nawet o tym, żeby zapisać się na kurs robienia zdjęć. To dowód na to, jak jeden mały aparat może zmienić życie i sposób patrzenia na rzeczywistość.

Jestem ciekawa, czy korzystaliście z tego boskiego urządzenia i czy macie podobne wrażenia. Tymczasem pokazuję kilka zdjęć raczkującego fotografa 🙂