Wiem, wiem, kobiety nie znają się na piłce nożnej. Zupełnie nie mają o niej pojęcia, chodzą na mecze tylko po to, aby sprawić radość swojemu facetowi i kibicują tylko tym drużynom, które mają przystojnych zawodników. – Sporo w tym prawdy, ale bez przesady.

Ja podobno zawsze wyróżniałam się w tej dziedzinie i zadziwiałam swoich kolegów. W momencie, kiedy oni tłumaczyli swoim partnerkom, w których strojach gra ich klub, ja nie miałam najmniejszych problemów z wyjaśnieniem, czym jest spalony, czego podobno kobiety nie są w stanie pojąć (?!)

Nigdy nie byłam jednak  „wzorowym kibicem”. Oczywiście w dzieciństwie, urodzona i wychowana w Warszawie, chodziłam na mecze Legii i Polonii, ponieważ tata w ten sposób pomagał nam stworzyć własny światopogląd na piłkę nożną. U mnie skutek był taki, że w pewnym momencie zaczęłam być anty Legia, no bo skoro całe miasto jej kibicuje – trzeba wesprzeć słabszych. I tak na jeden sezon zostałam kibicem Polonii, na tyle skutecznie, że akurat w tym roku zdobyła ona mistrzostwo Polski. A było to 13 lat temu.

Po roku chodzenia na mecze, poznawania zawodników, skrzętnego notowania na kartkach, kto strzelił bramki, śledzenia, ile meczów zostało do końca rundy i dumy, po zdobyciu mistrzostwa, stwierdziłam, że to nuda i strata czasu. Pewnie po prostu w moim życiu pojawiły się ciekawsze rzeczy 🙂

Mecz FC Barcelona – Atletico Madryt

Potem – przez kilka lat – nie byłam kibicem. Oczywiście zawsze oglądałam (o zgrozo!) mecze naszej reprezentacji, Ligę Mistrzów, ale ligi polskiej już nie tykałam. Większe zmiany nastąpiły dopiero pięć lat temu, gdy po raz pierwszy byłam w Barcelonie i wybrałam się na mecz Barcy. Wówczas wszystko się zmieniło, poczułam, że to moja drużyna, że nigdy, na żadnym meczu nie przeżywałam takich emocji. Nie podobał mi się żaden zawodnik, nie znałam tam prawie nikogo, poczułam jednak pierwszy raz takie emocje, które mogą towarzyszyć meczowi, kibicom, ale też kulturze danego kraju. To, jak ludzie śpiewali, jak się cieszyli. Nie było tam jakiś mega zapalonych kibiców, tam wszyscy są kibicami, bo mają w kulturze chodzenie na mecze – dzieci, emeryci, kobiety … Oni wszyscy idą na stadion, bo jest dzień meczu, gra ich drużyna. Tyle. Zostałam więc „nieformalnym” kibicem Barcelony. Takim, który śledzi jej grę, nie chodzi na stadion, z wiadomych powodów, ale staje się kibicem bardziej wtajemniczonym, czyli poznaje jej historię, podejście do szkolenia zawodników, wyboru trenerów – kilka książek o tym napisano i naprawdę polecam je przeczytać. Zupełnie inaczej ogląda się wtedy mecze i śledzi grę. Szczególnie mocno pamiętam te wzruszenia za panowania trenera Guardioli, gdy wygrywali Ligę Mistrzów. Nie było wtedy lepszej drużyny na świecie.

Jesteśmy na stadionie FC Barcelony

I z tym całym pozytywnym bagażem, oczekiwaniami, emocjami, kilka dni temu znów pojawiłam się na Camp Nou, na meczu Barcy. Zastanawiałam się, jak będzie tym razem, co się zmieniło. Tak sobie myśleliśmy, że może teraz – w kryzysie hiszpańskim – mniej osób chodzi na mecze. Ale tak jak wspomniałam wyżej, to jednak kultura, tego się nie zmienia i na to kasa zawsze musi się znaleźć, nawet na taki mecz nie ligowy, nie w lidze mistrzów, który zaczyna się w środę o godzinie 23. A następnego dnia trzeba iść do pracy. Tak było w środę, podczas meczu o Superpuchar Hiszpanii z Atletico Madryt. Mimo iż nie było bramek, Barca zdobyła puchar.

FC Barcelona z Superpucharem Hiszpanii

No i ten hymn, grany zawsze na początku i końcu meczu. Prosty, ale jest takim wielkim zagrzaniem do boju. Ma w sobie niesamowitą energię. Dla dziesiątek tysięcy ludzi, którzy go śpiewają, chce się grać i zwyciężać.

Zawodnicy i kibice
Razem jesteśmy silni
Przez te wszystkie lata
Pełne wysiłku i poświęceń
Strzeliliśmy wiele goli
I pokazaliśmy, że jesteśmy niezwyciężeni
Czerwono-niebiescy
niosą na wietrze
Bojowy krzyk
Nazywamy się, każdy wie jak
Barça, Barça, Baaarça!

To dopełnia atmosferę.

I na koniec – znów to napiszę. Wejście na stadion Barcelony jest zdecydowanie drogie, więc radzę Wam zapłacić nieco więcej i – zamiast pustego stadionu – obejrzeć mecz na nim. W ten sposób rodzą się kibice 🙂