Jak różne mogą być ciąże i pierwsze ich trymestry, opowiem na swoim przykładzie. To najbardziej pokazuje, że nie da się podejść do sprawy w sposób uniwersalny, jeżeli nawet u jednej osoby mogą to być dwa skrajne bieguny. Jednak trochę rzeczy jest użytecznych i może się przydać przy planowaniu podróży, tym bardziej, że często dostaję od Was maile w tej sprawie.

W swoim wcieleniu blogowym napisałam dosłownie kilka wpisów dotyczących podróżowania w ciąży czy z dzieckiem, ale na tyle zauważalnych, że często piszecie do mnie z pytaniem, czy na Waszym miejscu w ogóle brać pod uwagę podróżowanie się w pierwszym, drugim, trzecim, trymestrze ciąży. To zawsze są kwestie indywidualne, ale podejście we wszystkich jest dla mnie takie samo.

Po pierwsze i najważniejsze – zapytaj lekarza, co sądzi na temat Twoich podróży.

On jest w stanie ocenić Twój stan zdrowia, wie, jaki jest w tym momencie, choć nie ma pojęcia, co wydarzy się jutro, dlatego nie da Ci gwarancji, że w czasie takiego wyjazdu nic się nie wydarzy. Nie możesz więc zrzucić na niego odpowiedzialności za tę właśnie decyzję, tylko decydować samodzielnie pod wpływem jego wiedzy, oceny, doświadczenia.

W mojej ciąży z Amelią lekarka pozwalała mi na totalnie wszystko. W obecnej ciąży musiałam leżeć w łóżku i co najwyżej czytać o dalekich podróżach innych oraz nauczyć się patrzeć na to bez frustracji. Udało się. 🙂

Po drugie, co zdecydowanie ma związek z pierwszym –  zależy, jak Ty się czujesz.

Nie tylko fizycznie, ale też czy nie masz obaw, które już na wstępie sprawiają, że to nie będzie udany wyjazd, a raczej taki wypełniony stresem i myśleniem, czy dobrze robię, czy na wszystko powinnam uważać. Jeżeli tak ma być, porzuć ten pomysł, pojedź na Mazury i pooddychaj świeżym powietrzem. Jeżeli jednak czujesz się na siłach, mdłości nie wypełniają Twoich dni zbyt intensywnie, to ruszaj w dalszą drogę. Tylko pamiętaj, żeby nie dźwigać ciężkiego bagażu. Na całym świecie ludzie zawsze pomogą ciężarnej. 🙂

U mnie w pierwszej ciąży, tuż pod koniec pierwszego trymestru, polecieliśmy do Amsterdamu, jeździliśmy po Polsce i planowaliśmy kolejne wyjazdy, w tym mój samotny do Andaluzji. W obecnej, w 6 tygodniu okazało się, że ciąża jest zagrożona, więc wylądowałam w łóżku z całą garścią proszków dostarczanych mojemu organizmowi codziennie. W tym okresie nawet wyjście 100 m do sklepu kończyło się problemem, więc nie było łatwo i musiałam zrezygnować ze wszystkich aktywności. Na początku frustrowałam się każdym newsletterem podróżniczym, w którym widziałam niskie ceny biletów, w kierunki, które planowałam w tym roku się wybrać. Szybko jednak odpuściłam, ponieważ nie zwykłam aż tak bardzo przejmować się rzeczami, na które nie mam wpływu. Wypełniałam więc wskazówki lekarza i cieszyłam się, że w tym łóżku to mogę leżeć jednak w domu, a nie w szpitalu.

Gdy pod koniec trzeciego miesiąca ciąży odbywał się nasz Festiwal Wachlarz, powiem szczerze, że nie myślałam, że tyle stresu będzie kosztował mnie… przejazd do Wrocławia. Jechałam samochodem, byłam kierowcą, wszystko poszło dobrze. Był to już lepszy okres, więc prowadzenie i uczestniczenie w dwóch dniach festiwalu nie sprawiło mi za dużych problemów, pewnie głównie za sprawą adrenaliny. Okazało się też, że wszystko idzie w dobrą stronę.

Po trzecie – podróż podróży nie równa, czyli zależy, gdzie jedziesz.

Jak widzisz powyżej, czasami wyjazd do Wrocławia może być niczym wyprawa na Mount Everest, ale jeżeli wszystko u Ciebie przebiega dobrze, rób to, co robiłaś przed ciążą. – Spaceruj, biegaj, ćwicz, oczywiście nie przeciążając się przy tym za bardzo i dostosuj każdy wysiłek do swojej kondycji i stanu zdrowia. A w podróżowaniu – wszystko zależy od kierunku, który wybierzesz. W ciąży nigdy nie odważyłabym się jechać w malaryczne kierunki Afryki, miejsca, gdzie jest cholernie zimno, na tereny objęte potencjalnym zagrożeniem i chorobami. Azja nie jest dla mnie problemem, a bardzo często właśnie o to pytacie. Warto jednak pamiętać, żeby już wcześniej mieć podstawowe szczepienia, które przydają się, gdy stykamy się z odmienną florą bakteryjną, czyli WZW A, błonica, tężec.

Po czwarte – ważne, w jakim celu tam jedziesz.

Na obóz wspinaczkowy czy eksplorację jaskiń na dużej wysokości raczej bym się w ciąży nie zdecydowała, ale na podróżowanie, przemieszczanie się, poznawanie lokalnej kultury, smaków i zabytków – jak najbardziej.

Po piąte – ale, co tam jeść i pić.

O to bardzo często pytacie i zgłaszacie swoje obawy. Zakładam, że, wybierając racjonalny kierunek wyjazdu w ciąży – nie na tereny objęte klęską nieurodzaju, biedą czy konfliktem zbrojnym, jesteście w stanie kupić normalne jedzenie. Wszędzie na świecie kobiety rodzą dzieci i w ogromnej większości rodzą się one zdrowe, więc w każdym miejscu, do którego się wybierasz, znajdziesz inne kobiety w ciąży. Oczywiście, że żyjąc w danym rejonie, mogą mieć inną odporność niż ty, więc pij wodę butelkowaną z oryginalną banderolą i jedz w takich miejscach, gdzie znajomi lokalni polecają, bądź gotuj sama produkty, które twój organizm zna i toleruje.

Po szóste – a co z lotami samolotem, czy można?

Zapytaj lekarza. Wszyscy, z którymi rozmawiałam, będąc w pierwszej ciąży, odradzali loty w czasie pierwszych trzech miesięcy. Znam osoby, które latały i zupełnie nic się nie stało, nie znam natomiast takich, które latały i z tego powodu ciąża zaczęła się źle rozwijać albo doszło do poronienia. To w dużej mierze Twój wybór i komfort z tym związany. Nasze obawy mają związek z różnicami ciśnień przy starcie i lądowaniu samolotu, czy promieniowaniem rentgenowskim, które wywołują różne urządzenia. Teoretycznie zwiększają ono ryzyko poronień czy uszkodzeń płodu, ale wcale nie musi tak się stać. Musisz się zastanowić, czy jesteś w stanie podjąć to ryzyko.

Na pewno warto zastanowić się nad długimi lotami (dłuższymi niż 3-4 godziny), bo jednak możemy mieć problemy z krążeniem, a przebywanie w jednej pozycji nie jest łatwe.

A na koniec – nie zapomnij zabrać ze sobą lekarstw, które powinnaś przyjmować, czy innych środków, które mogą Ci się przydać w trakcie podróży. Pamiętaj o piciu wody, kremie z filtrem i wygodnych butach. 🙂