Trzykrotnie próbowaliśmy ten film obejrzeć. Dwa razy – nim się udało – kasowali go ze źródła. Obraz Levana Tutberidze z 2005 roku jest trudno dostępny dla anglojęzycznego widza, ale w końcu go dopadliśmy. To pierwszy film gruziński, po rozpadzie Związku Radzieckiego, który uważany jest tam za hit. Opowiada trudną historię tego kraju i regionu z początku lat 90.

Ten mityczny Kaukaz, który dla wielu osób jest magiczny, wywodzi się głównie z dwóch książek Wojciecha Jagielskiego: „Wieże z kamienia” i „Dobrego miejsca do umierania” oraz zbioru reportaży „Kirgiz schodzi z Konia”, Ryszarda Kapuścińskiego. Dzisiaj zmienia się jego postrzeganie głównie za sprawą masowej turystyki do tego kraju oraz drugiej fali książek, np. „Gaumardżos” Anny Dziewit-Meller oraz Marcina Mellera. Mamy też tryptyk kaukaski Wojtka Góreckiego, który zasługuje na co najmniej osobny wpis. Jeśli jednak coś pcha ludzi do tego kraju i rejonu, to jest ten dreszczyk i gęsia skórka, gdy słyszymy te dwa słowa „Gruzja, Kaukaz”. Stereotypy jeszcze funkcjonują i w każdym leży ziarnko prawdy.

Jak każda kultura, tak i gruzińska, filmowo rozpoczęła rozliczanie się ze swoją przeszłością. „Trip to Karabakh”, który przetłumaczyłbym jako „Wypad do Karabachu” (nie wycieczka, na pewno nie wyprawa, choć tak ten film nazwany jest przez Filmweb), to historia dwóch chłopaków, którzy przyjmują z pozoru prostą robotę. Trzeba skoczyć do Azerbejdżanu, kupić narkotyki i wrócić do Tbilisi. Wszyscy na tym zarobią, a stolice tych państw dzieli tylko kilkanaście godzin jazdy. Sprawa nie jest jednak taka prosta, ponieważ szaleje wojna domowa w Gruzji. Dodatkowe komplikacje pojawiają się, gdy skręcają w złą stronę i nagle znajdują się na terenie Karabachu, terenu, o który toczy się wojna pomiędzy Ormianami a Azerami. Po dziś dzień ten konflikt jest nie rozwiązany i jest kością niezgody pomiędzy tymi dwoma państwami. Żadne z nich, nawet Armenia, która de facto kontroluje ten rejon, nie uznaje Republiki Górskiego Karabachu.

Gio i Gogliko, główni bohaterowie, początkowo są przetrzymywani przez Azerów. Potem jednemu udaje się zbiec i trafia do przeciwników tamtych, czyli Ormian. Ci – z początku przyjaźni – szybko sprawiają, że coraz bardziej czuje się ich więźniem. W to wszystko wchodzą dziennikarze rosyjscy, podejrzewani o szpiegostwo.

Wróćmy jednak na chwilę do kwestii tytułu. „Wyprawa” świadczy o czymś planowanym, z jakimś celem, a angielskie „trip” to bardziej wycieczka, wypad czy wyskok. Cały film odbieram jako jedną wielką ironię kaukaską. Bohaterowie to młodzi chłopcy, którzy mają proste problemy. Gra w karty, związek z prostytutką, zły ojciec, który się wszystkiemu sprzeciwia, imprezki i tyle. Zarabiają na przemycaniu narkotyków, bo jakoś sobie radzić trzeba. – Rynek pracy kilka miesięcy po upadku Związku Radzieckiego w kraju ogarniętym wojną domową, to pojęcie tylko filozoficzne.

Gio kilka razy w filmie mówi: „po prostu źle skręciliśmy”. – Masz babo placek. Gdyby pojechali w lewo a nie prawo, wjechaliby spokojnie do Azerbejdżanu, wrócili do domu i nie byłoby filmu. Ot, szczęśliwe zakończenie. Wystarczył przypadkowy niefart i znaleźli się w oku cyklonu, uczestnicząc w konflikcie – do tego po różnych jego stronach. To ta ironia. Myślę, że wiele wydarzeń w historii tego rejonu jest dziełem nieprzypadkowego przypadku. Pokazuje też, jak ciężko uwolnić się od skomplikowanych reguł tam panujących, jeśli wystarczy źle skręcić, by znaleźć się w ogniu konfliktu.

Kolejnym zdaniem, które zapadło mi w pamięć, to słowa jednego z żołnierzy azerskich: „nie mogłem uwierzyć, że w Gruzji do siebie strzelacie nawzajem”. Fakt, że narodowe spoiwa są bardzo silne na Kaukazie i pomiędzy sobą kraje oraz regiony toczą wojny od wieków, ale poszczególne narodowości trzymają się mocno ze sobą. Wojna domowa to był wtedy szok dla wszystkich.

Mój największy zarzut względem tego filmu to jego duże zorientowanie na mieszkańców regionu. Jeśli nie zna się całej otoczki i specyfiki kaukaskiej, to mnóstwo rzeczy ucieka. Ja również kilka kwestii wyjaśniałem z przyjaciółmi, żeby upewnić się, czy na pewno dobrze zrozumiałem. Winą obarczam też fatalne (nieoficjalne) tłumaczenie. Fragmenty w innych językach niż gruziński i rosyjski zostały pominięte, czyli tracimy jakieś 15 minut filmu na domysły.

Chciałem, żeby Ania koniecznie zobaczyła ze mną ten film, zatem oddaję jej głos, bo ma chyba bardziej niż ja krytyczne podejście do niego:

Faktycznie mieliśmy trochę problemów, żeby obejrzeć ten film razem. Kubie niesamowicie na tym zależało, czego zupełnie nie mogłam pojąć. Na początku – przed włączeniem telewizora – pomyślałam nawet, że to jego kolejny pomysł, aby przekonać mnie do tego rejonu i zarazić jego historią. Ku zaskoczeniu wszystkich muszę przyznać, że po części dość niespodziewanie się to udało. Dlaczego? – Bo bez jakiegokolwiek przygotowania i zrozumienia historii Kaukazu film ogląda się jako krótkometrażową, offową produkcję, ciągle zadając sobie pytanie, po co on w ogóle powstał, przysypiając do tego na boku. Bo przecież nie trzeba kręcić produkcji polegającej na wyprawie po narkotyki. Ta „wycieczka” jednak wtapia się zupełnie w tło wojenne i jej priorytetem staje się coś innego. Nie możecie więc spodziewać się lekkiego filmu do kolacji. Do zrozumienia zabiegu zastosowania inwersji czasowej dojdziecie sami (prędzej czy później), ale żeby czerpać przyjemność z oglądania i nie twierdzić, że tracicie czas, warto coś przeczytać. Dlatego zerknijcie chociaż do linków poleconych przez Kubę na dole tego wpisu.

Nigdy nie będzie to dla mnie najlepszy film, jaki w życiu widziałam, ale doceniam kilka rzeczy. – Ciekawym zabiegiem było zestawienie dwóch bohaterów i umieszczenie ich w przeciwnych sobie obozach. Pomysł niby banalny, a jednak gruntownie przemyślany. No i kolejny aspekt – wojna wojną, ale życie towarzyskie i kontakty damsko-męskie, to jeszcze jeden „wątek poboczny”, któremu twórcy poświęcają wiele miejsca. Czy te relacje są spłycone? – Trochę tak. Są przypadkowe, szybkie, zmienne i nieprzewidywalne, jak czasy, w których się nawiązują. W „normalnym” życiu wyglądałyby to prawdopodobnie inaczej.

Co wkurza najbardziej? – Brak tłumaczenia niektórych zdań wypowiadanych w obcych językach. Szkoda wielka, bo nawet nie wiemy, co nam umyka.

Film jest dostępny w drugim obiegu. Poniżej wklejam embed z YouTube, gdzie można póki co cały obejrzeć. Jeśli zostanie wykasowany, to mamy inne źródła, więc piszcie do nas.

By ułatwić Wam oglądanie, konieczne jest wprowadzenie paru pojęć, których – jak pisałem wyżej – brakuje widzowi niemającemu wiedzy na temat historii Południowego Kaukazu pierwszej połowy lat 90.:

Dajcie znać, czy udało Wam się obejrzeć 🙂

 

Zapisz