Wstyd się przyznać, ale w okolice mostu Williamsburg dotarłem dopiero dwa miesiące temu. Wcześniej oczywiście przeszedłem most Brooklyński wzdłuż i wszerz. Chodziłem wokół manhattańskiego, jak i na dolnym Brooklynie. Jednak, i to w sumie ciężko wytłumaczyć mi przed samym sobą, nigdy nie wpadłem do górnej części tej dzielnicy. Dopiero, gdy pracowałem nad NYC Street Art, to szukając kolejnych murali wsiadłem do linii L na Manhattanie i po 10 minutach wysiadłem na Bedford Avenue.

Gwoli ścisłości – mówimy o tej części Nowego Jorku:

Ten wcielony w 1903 roku do City of New York obszar przeszedł długą drogę, poczynając od zamieszkania przez Indian, od których Holendrzy wykupili ziemię na początku XVII wieku. Dziś jest to obszar najbliższy Manhattanowi (geograficznie oraz komunikacyjnie), jednak gdy po raz pierwszy wysiadłem z metra to przyznam, że doznałem małego szoku. Czułem się jakbym wylądował nie tuż obok tej zabieganej wyspy, a hen daleko na obrzeżach miasta.

Po pierwsze – nie było żywej duszy, po drugie – wielkiego ruchu samochodów, tylko raczej sporadyczny. I co najdziwniejsze – w okolicznym Starbucksie dało się usiąść z przyjemnością i w ciszy, bo wszyscy tak robili, a nie wbiegali po kawę, nerwowo patrząc na zegarek. Choć mój dobry znajomy, Manhattańczyk, twierdzi, że mieszkając na Brooklynie, tak naprawdę marzysz, by mieszkać na Manhattanie. A mieszkając na Manhattanie myślisz, jak to super by było mieszkań na Brooklynie.

Niemniej na to wszystko zareagowałem dość sporym niedowierzaniem i z tym większą ochotą przystąpiłem do zagłębiania się w tutejszą okolicę, nie wiedząc jeszcze, że Williamsburg „jest z tego znany”, a jego nazwa pochodzi od mostu, który w pierwszej chwili pomyliłem z mostem Brooklyńskim. Ta okolica, mówię o całym Brooklynie, przyciąga coraz więcej artystów niskimi czynszami, a także sąsiedztwem Bushwicku (który jest z kolei centrum street artu).

Gdy tak szedłem dalej, zacząłem sprawdzać, co można w okolicy ciekawego zobaczyć i okazało się, że to, co widzę z poziomu ulicy niewiele różni się od porad innych, czyli na swojej drodze spotykam głównie knajpy 🙂 A jest ich tutaj całe mnóstwo przy Bedford Avenue szczególnie, a ta ulica, choć wąziutka jak na standardy Nowego Jorku, to ciągnie się niemalże przez cały Williamsburg. W pewnym momencie, gdy upał był już nie do zniesienia postanowiłem coś zjeść, zatrzymałem się w pierwszej napotkanej knajpie i po chwili zdałem sobie sprawę, że jest to restauracja… polska 🙂 Na północy jest Greenpoint, czyli największe skupisko Polaków w Nowym Jorku. Tu zacząłem ich napotykać , a nasz język dało się słyszeć co chwila, gdy nastawiłem bardziej uszu.

Piszę o tym, gdyż dla mnie ten szybki wypad w te okolice był momentem przełomowym, jeśli chodzi o poznawanie tego miasta. Wcześniej byłem w nim wielokrotnie, ale – i tu pewnie błąd – nigdy nie znalazłem czasu, by oddalić się od komfortowego Manhattanu. Ten dostarcza dużo emocji, ludzi, ale jednak poznawanie kontrastów jest dla mnie dużo bardziej ciekawe. Teraz, gdy chcę popracować w spokoju, wsiadam do metra i udaję się właśnie tutaj. Podobnie, gdy chcę się z kimś spotkać. I ku mojemu zdziwieniu po początkowej reakcji „Chcesz się spotkać w Brooklynie?”, słyszę: „A w sumie fajnie, to metrem nawet bliżej” 🙂

A teraz zapraszam Was do obejrzenia kilku zdjęć z tej okolicy:

Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn Williamsburg Nowy Jork Brooklyn